Plaża Tsampika
Z plecakiem

Rodos – Sierpień 2020

Dotychczas w Grecji byliśmy tylko raz i to w zasadzie na chwilę – przejazdem. W 2016r. w drodze do Albanii postanowiliśmy zboczyć z trasy i odwiedzić Saloniki. Dodatkowo, zawsze sobie (trochę butnie) powtarzaliśmy, że na wyspy greckie polecimy dopiero wtedy kiedy nie będzie nic lepszego do zobaczenia. No, ale pojawił się covid i skutecznie zmienił nasze plany wyjazdowe. Padło na Rodos gdzie bilety były tanie i nie trzeba było robić (dość drogiego) testu na koronawirusa. Zrobiliśmy szybki research tego, co wyspa ma do zaoferowania i decyzja zapadła, aby polecieć.

Covid

W przypadku tego dziwnego roku, opisanie przygotowań i lotu jak najbardziej wydaje mi się stosowne, bo wyglądał on inaczej niż zawsze. Oczywiście kiedy zdecydowaliśmy się na zakup biletów, to musieliśmy się zmierzyć z negatywnymi opiniami rodziny i znajomych, którzy raczej nam odradzali taki wyjazd. Głównym argumentem była oczywiście epidemia. Pomijając jednak tego rodzaju komentarze, to dość stresujące było natomiast śledzenie informacji MSZ, czy przypadkiem Grecja nie zamknie się na turystów z Polski. Generalnie test nie był wymagany, ale przed wejściem do samolotu było trzeba wypełnić specjalny formularz wjazdowy, a na miejscu wyrywkowo był pobierany wymaz. Do samego końca nie było zatem wiadomo, czy wakacje będą udane. Plusem tej całej pandemii był fakt, że na lotniskach były pustki i bez większych kolejek przechodziło się odprawy. Lotnisko we Wrocławiu nie jest zbyt duże (podobnie to na Rodos), ale w okresie letniego sezonu i tak bywa tłoczno. Bez stresu zatem przeszliśmy odprawy, a wejście do samolotu też było na luzie, bo wpuszczali grupami i nie było tłoku przy chowaniu bagażu podręcznego. Kiedy podróżuje się z dziećmi to takie drobne, może nieistotne szczegóły mają znaczenie.
Grecy jednak do tematu podeszli inaczej, bo nie widzieli nic złego w tym, żeby po wyjściu z samolotu upchnąć nas ciasno w autobusach, które dowiozły nas do terminalu. Fakt, że tak jak zapowiadali, wyrywkowo pobierali wymazy. Kiedy zobaczyli nas z dziećmi to tylko machnęli rękami i kazali pójść dalej.

Lotnisko na Rodos i wynajem samochodu

Lot trwał około 2h i nasze dzieciaki zniosły go znakomicie. Doskonale sprawdziły się pomysły z poprzednich wyjazdów gdzie do samolotu zabieramy kupione dla dzieciaków duperele. Wiecie, takie rzeczy/zabawki w sklepie typu „wszystko po 5 zł”. Dużo się nie wyda, a przez te dwie godziny dzieci mają zajęcie. Zawsze w podorędziu mam też tablet z bajkami, czy grami edukacyjnymi, ale korzystam z niego tylko w podbramkowych sytuacjach. Dzięki temu, że lecieliśmy Lot-em, to godzina przylotu była bardzo komfortowa – ok. 17.00.
Formalności związane z wynajęciem samochodu załatwiliśmy jeszcze przed wyjazdem, a wybór padł na wypożyczalnie – Rhodes Car Rental. Kluczem dla nas do wyboru wypożyczalni jest przede wszystkim: pełne ubezpieczenie, dwa foteliki dziecięce i dwóch kierowców w cenie. Dodatkowym plusem jest jeszcze brak blokowania środków na karcie kredytowej. Koszt wypożyczenia na tydzień to 258 euro.

Informacja: Lotnisko jest niewielkie dlatego parking wypożyczalni (gdzie stoją również samochody innych sieciówek) jest vis a vis wyjścia z terminalu. To samo tyczy się przystanku autobusowego.
Wydanie samochodu trwało ok 30 min. i przebiegło bez żadnych kłopotów. Sama droga do naszej miejscowości – Stegny zajęła ok 40 min. Byłoby szybciej, ale pojemność silnika naszego Clio wynosiła zaledwie 1.0, a wyspa jest górzysta.
YouTube: Lot i lotnisko zobaczycie na tym filmie.

Miejsca, które zwiedzaliśmy:

  • Stegny
  • Lindos
  • Monastyr Holy Triad i Plaża Tsampika
  • Dolina Motyli
  • Miasto Rodos
Stegny

Stegny to bardzo mała miejscowość z jedną główną ulicą oraz długą plażą. Jest to typowo turystyczne miasteczko, ale ze względu na brak dużych hoteli ma swój małomiasteczkowy klimat. Nie znajdziemy w niej żadnych zabytków, ale za to z każdego miejsca nie będziemy mieli więcej niż 5 min spacerem do plaży. Na głównej ulicy, która pełni również rolę „promenady” znajdziemy kilka małych, rodzinnych marketów oraz przede wszystkim duży wybór tawern. Z racji tego, że oprócz turystów mieszkają tu miejscowi rybacy to możemy liczyć na świeże dostawy ryb i owoców morza każdego dnia. Ceny jedzenia są tu nieco droższe niż w innych częściach wyspy, ale nadal na polską kieszeń (Musaka – ok. 9 euro). Pamiętajcie o tym, że występuje tu sjesta, a konkretny posiłek zjemy dopiero późnym popołudniem. Ma to znaczenie kiedy wypoczywamy z dziećmi.
W ogóle określiłbym Stegne jako miejscowość do rodzinnego wypoczynku. Nie jest to miejsce zbytnio rozrywkowe, widziałem raptem kilka drink-barów i żadnej dyskoteki – być może było to spowodowane Covidem.

Plaża
Zwykła normalna plaża, bez szału. Tak najkrócej można by ją opisać. Plaża nie jest na pewno z widokówki, ale nie jest najgorsza. Wbrew pozorom są dostępne na niej darmowe prysznice (ich stan jest słaby, ale są!), piasek jest tu wymieszany ze żwirem, ale dzieciom to nie przeszkadza w budowaniu zamków, czy babek z piasku. Gdzieniegdzie, a jakże są też śmieci, ale mam wrażenie, że to już niestety zmora współczesnego świata. Woda czysta i ciepła (tak na moje 25 stopni). Plaża jest długa i w różnych miejscach ma różne dno: od kamienistego po czysty piasek. Zazwyczaj były małe fale, ale jeden dzień mieliśmy z dużym wiatrem i dzieci do wody nie wchodziły (chyba, że ze mną na rękach). Aha, dostępne za opłatą były jeszcze leżaki (nie wiem po ile, bo my siedzieliśmy na kocu pod parasolem plażowym).

YouTube: Plażę i Lindos zobaczycie na tym filmie.

Prawdziwym hitem i strzałem w dziesiątkę okazała się plaża Grande Blue Beach, która znajduje się dosłownie obok plaży miejskiej, tyle, że za klifem. Można się do niej dostać samochodem – ok. 5 min, albo na pieszo ok. 15 – 20 min (w zależności, w którym miejscu Stegny mieszkamy). Jak najbardziej jest to miejsce na widokówki i wszelkie foldery reklamowe. Woda ma obłędny turkusowy kolor, a podwodne skały są idealne na nurkowanie z maską. Ponoć jest to najładniejsza plaża na wyspie. Ja jej daje 10/10. Oczywiście nic nie jest idealne, również w przypadku tej plaży jest kilka minusów. Przede wszystkim jest mała – szybko się korkuje, więc trzeba być na niej przed południem. Nie ma opcji aby rozbić się z ręcznikiem, bo chociaż jest darmowa to jest prywatna i trzeba wykupić leżak z parasolem (10 euro/dzień – dwa leżaki i parasol).
Informacja: Jeżeli zależy wam tylko na popływaniu i nurkowaniu to nikt nie będzie wołał od was pieniędzy. Jednak jeśli chcemy się rozłożyć to w grę wchodzą tylko leżaki.

Na plaży nie znajdziemy piasku, a tylko bardzo drobne kamyczki. Są one naprawdę małe i śmiało można się pluskać bez specjalnego obuwia, ale zamków nie zbudujemy – nie przeszkadzało to jednak naszym dziewczynką bawić się łopatkami i wiaderkami. Z minusów to w zasadzie wszystko. Na plaży znajduje się bar – głównie napoje, a z jedzenia to tylko kanapki (bez szału). Na miejscu jest toaleta (przyzwoita) i prysznic – wszystko darmowe. Byłbym zapomniał!!! Aby wejść na plażę to trzeba pokonać sporo schodów, bo schodzimy z klifu. Wejście do góry w upale może lekko zmęczyć.
YouTube: Plażę zobaczycie na tym filmie.
Stegna
Stegna
Lindos

Będąc na Rodos pewnie i tak odwiedzicie to miasto, bo jest to atrakcja typu „must see”. Przygotujcie się na tłok, problemy z zaparkowaniem i piękne widoki. Tak nam się tu spodobało, że odwiedziliśmy Lindos dwa razy. Za pierwszym razem byliśmy od rana do godzin popołudniowych, ale za drugim przyjechaliśmy na wieczór i był to strzał w dziesiątkę.
Na początku zacznę od praktycznej informacji – zaparkujcie na tym głównym parkingu i w ogóle nie pchajcie się do „centrum”, bo i tak tam nie zaparkujecie. Parking, jak byliśmy był darmowy. Do „centrum” idzie się ok. 10 min drogą w dół.
Lindos jest malownicze, wiecie: wąskie i kręte uliczki, białe ściany, malutki port i górujący nad miastem Akropol. Za taksówki robią osiołki, na których możemy dojechać w różne części tego niedużego miasta. W dzień jest gwar, duchota i dużo ludzi. W zasadzie to się przeciskasz, a nie zwiedzasz. Co chwila mijasz sklep z pamiątkami i tawerny.
Dobrym pomysłem do poruszania się po mieście okazała się zwykła hulajnoga. Nasze córki (starsza oraz młodsza) właśnie w ten sposób przeciskały się między turystami. Chodniki były kamienne i prawie płaskie, więc dziewczynki nie maiły problemu z jazdą.

YouTube: Dzienne zwiedzanie zobaczycie na tym filmie.

Akropol
Pierwsze wyzwanie to znalezienie wśród wąskich i krętych uliczek odpowiedniej ścieżki prowadzącej na Akropol. Drugie, to podejście. Nie było wysoko, ale w upale szło się ciężko. Trzeba było pilnować dzieci i siebie, aby nie poślizgnąć się na kamiennych płytach po, których szło się na szczyt, a trzeba wiedzieć, że wzdłuż ścieżki nie ma barierek!
Przygotujcie się, że możecie czekać w kolejce na zakup biletu. My czekaliśmy około 10 min. Wstęp to wydatek 12 euro dla osoby dorosłej, dzieci (2l i 5l) wchodziły za darmo.

Informacja: Tuż przed kasą biletową są toalety.

Zwiedzanie Akropolu w południe, to zdecydowanie kiepski pomysł. Jesteśmy na szczycie góry bez żadnego drzewa i praktycznie innego miejsca gdzie byłoby odrobinę cienia. W zasadzie to byliśmy rozczarowani, spodziewaliśmy się trochę więcej ruin za tę cenę:) Istnieje też szansa, że upał skutecznie nas zniechęcił do zwiedzania, ale za to widoki były przepiękne. Pamiętajcie, że faktycznie będziecie zwiedzać ruiny i nic poza tym!

Plaża
Piękna i idealna dla dzieci!!! W zasadzie nie trzeba dodawać nic więcej, ale spróbuję coś jeszcze napisać. Plaża nazywa się „Lindos Beach” i jest największą plażą w mieście. Można na nią dojechać samochodem – i to jest bardzo, bardzo zły pomysł. Mi nikt o tym nie powiedział i podjechałem. O co chodzi? A więc: aby dojechać do plaży to trzeba wjechać do centrum, a potem bardzo wąską ulicą ostro w dół. Problem polega na tym, że ta wąska ulica jest dwukierunkowa! Najgorzej jest kiedy się wyjeżdża (szczególnie samochodem z silnikiem 1.0), bo trzeba ostro podjechać pod górę i ustąpić pierwszeństwa. Mi na samej górze zgasł silnik i mocno spaliłem sprzęgło aby podjechać i się nie stoczyć w dół.
Sama plaża ma piękny drobny piasek i takie samo dno. Dość daleko jest płytko, więc dzieci mogą brodzić. My trafiliśmy jeszcze na zero fal. Na miejscu są prysznice i toalety, a wzdłuż plaży restauracje, gdzie ceny były niższe niż w Stegnie.

Wskazówka: Po drodze z Lindos do Stegny, tuż przy głównej szosie znajduje się manufaktura oliwy i ceramiki. Lokalizację znajdziecie pod tym linkiem.

Nocne zwiedzanie
Przede wszystkim nie ma tłumów. Polecam zjedzenie kolacji na dachu restauracji z widokiem na Akropol i miasto (to nie problem, ok. 90% restauracji w mieście ma coś takiego). Po posiłku możemy powłóczyć się po miasteczku i odkrywać jego uroki. Naprawdę warto!

YouTube: Nocne zwiedzanie zobaczycie na tym filmie.
Lindos
Lindos
Monastyr Holy Triad i Plaża Tsampika

Monastyr Holy Triad
Koniecznie trzeba się tam wybrać na zachód, bądź wschód słońca. My wybraliśmy tę pierwszą opcję. Od razu zaznaczę, że trzeba mieć kondycję, a jeśli idziemy tam z małymi dziećmi to przygotujcie się na niezły trening, bo będzie trzeba je targać na barkach. Nasza 5-cio latka dała radę sama, ale młodsza miała osobistego tragarza w mojej osobie.
Monastyr znajduje się nieopodal miejscowości Stegny i plaży Tsampika. Nie ma jakiś wielkich znaków, które nas pokierują, więc zalecam wpisanie tego miejsca w nawigację. Przez dłuższą chwilę jedzie się ostro pod górę, średniej jakości drogą, aż w końcu docieramy do czegoś, co można nazwać parkingiem – dalej po prostu nie da się jechać. W tym momencie zaczyna się wybetonowana ścieżka pośród drzew na samą górę. Nam wejście zajęło około 15 min, ale tylko dlatego, że narzuciliśmy sobie dość szybkie tempo, aby nie spóźnić się na zachód słońca. Po drodze mijamy kilka miejsc z ustawionymi ławkami, więc można sobie usiąść i odpocząć. Dodatkowo kiedy zaczyna się ściemniać ścieżka zostaje oświetlona.
Na samej górze nie ma zbyt wiele miejsca. Pamiętajcie, że to teren kościoła, więc nieodpowiednio ubrani nie wejdziemy do środka. Ja miałem na sobie szorty i koszulkę bez rękawków i musiałem zostać na „dziedzińcu”, co nie było takie złe, bo widoki były niesamowite. Warto tu nadmienić, że do monastyru odbywają się pielgrzymki osób starających się o dziecko. W sumie nic niezwykłego, ale dość specyficzne jest to, że niejako w darze składają przed ołtarzem naturalnej wielkości figury niemowlaków, które są wykonane z wosku! Aha, warto tu wejść dla widoku, a nie dla monastyru, który moim zdaniem był całkiem nowy i bez szału jeśli chodzi o architekturę.

Plaża Tsampika
Znajduje się u podnóża góry, na której jest wspomniany wcześniej monastyr. Plaża jest długa, szeroka i piaszczysta z różnymi atrakcjami. Dojedziecie do niej bez większych problemów, a po drodze przed samą już plażą jest kilka zajazdów/tawern, gdzie za przyzwoite pieniądze możecie zjeść smaczny obiad. Prawie każda knajpka ma też swój plac zabaw. Moja rada jest taka, aby przed plażowaniem zatrzymać się w jednym z tych miejsc na posiłek, ponieważ na samej plaży są głównie bary, które serwują szybkie przekąski typu tosty, frytki itp., a ceny wiadomo… wyższe.
Podobnie jak na innych plażach znajdziecie tutaj prysznice, toalety, wypożyczalnie leżaków, dodatkowo także dwa „wodne place zabaw”, wypożyczalnie sprzętów wodnych oraz możliwość jazdy na bananie, skuterze wodnym, czy nawet ogarniecie lot na spadochronie za motorówką.

YouTube: Więcej o plaży mówię na tym filmie.

Spędziliśmy w tym miejscu ok. 3 h. Woda była ciepła i czysta, a zejście do wody idealne dla dzieci. To samo jeśli chodzi o dno – sam piasek i dość daleko było płytko, a fale niewielkie. Dużym plusem jest jeszcze „parking” (darmowy), a w zasadzie klepisko znajdujące się wzdłuż plaży.
Nietypową atrakcją i znakiem rozpoznawczym tego miejsca jest duży blok skalny, na którym namalowana jest olbrzymia grecka flaga. Miejsce bardzo popularne do robienia sobie zdjęć.

Zachód słońca - Monastyr Świętej Trójcy
Zachód słońca – Monastyr Świętej Trójcy
Dolina Motyli

Nie samą plażą człowiek żyje i dlatego szukaliśmy innych rozrywek na wyspie. Dolina Motyli okazała się strzałem w dziesiątkę. Głównie dlatego, że z racji położenia w górach było chłodniej niż na wybrzeżu, czyli ok. 25-26 stopni. Podobnie jak miasto Lindos jest to jedna z głównych atrakcji na Rodos, dlatego może być dużo zwiedzających.
Dojazd samochodem nie jest uciążliwy, ale trzeba być przed południem aby bez większych problemów zaparkować na jednym z trzech darmowych parkingów. Bilet wstępu kosztował 5 euro, a dzieci wchodziły za darmo. Cała trasa, aż do Monastyru, który jest już poza parkiem zajęła nam dobrą godzinę. Warto nie rezygnować z Monastyru (mimo, że kawałek trzeba jeszcze podejść), bo widoki na północną część wyspy są tego warte. Dodatkowo sam kościółek jest bardzo urokliwy i idealny na sweet focie:) Co do samej Doliny Motyli, to idzie się po ścieżce, która w większości jest zrobiona z kamiennych płyt i biegnie wzdłuż niewielkiej rzeki. Idzie się przyjemnie i wygodnie w cieniu drzew. Od czasu do czasu są podejścia w formie schodów dlatego zalecałbym chustę, a nie wózek – jeśli ktoś wybiera się z maluchami. Na samym początku motyli się zbytnio nie widzi, bo przylegają do drzew i skał idealnie się z nimi zlewając, ale gdy człowiek się przyjrzy, to jest ich mnóstwo. W głębi doliny gdzie ludzi jest mniej niż na początku trasy coraz więcej motyli lata dookoła nas, ale raczej nie siadają na ludziach.
Polecam to miejsce, bo jest to fajna odskocznia od wypalonego słońcem wybrzeża. Jest tu zielono i panuje przyjemna temperatura, która sprzyja spacerom z dziećmi.

YouTube: Dolinę Motyli zobaczycie na tym filmie.
Dolina Motyli
Dolina Motyli
Miasto Rodos

Stolica wyspy jak dla mnie była dużym rozczarowaniem. Miasto ma duży potencjał, ale cały klimat psują wszechobecne stragany z turystycznym badziewiem. Większość ulic i uliczek na starym mieście przyodziana jest w sklepy, sklepiki, stragany, reklamy itp. Idąc jedną z głównych ulic np.: Sokratesa trudno jest podziwiać zabytkową zabudowę tego miejsca! Dodatkowo, bardzo natarczywi są moim zdaniem sklepikarze i restauratorzy, którzy co chwila zachęcają nas do kupna pamiątki bądź zjedzenia w ich restauracji.
Na szczęście jest kilka miejsc, które są warte zobaczenia i gdzie nie ma zbyt wielu ludzi.
Zacznę jednak od podpowiedzenia Wam gdzie zaparkować. Jadąc do Rodos nie miałem wybranego żadnego parkingu. Założyłem, że dojadę jak najbliżej starówki i gdzieś tam na pewno uda mi się zaparkować. Nie myliłem się w tej kwestii, bo zaparkowałem ok. 200m od murów miejskich na jakimś dzikim parkingu obok stacji benzynowej i plaży. Tu znajdziecie lokalizację.
Nie mieliśmy planu na zwiedzanie, założyliśmy, że trochę się powłóczymy, a trochę pozwiedzamy, głównie te miejsca, które były zaznaczone na google maps. Po starym mieście spaceruje się wygodnie, wąskie uliczki dają trochę odpocząć od upału. Moim zdaniem nie ma co chodzić głównymi ulicami, bo jak wspominałem na początku nic tam nie ma. Polecam Wam zboczyć z utartych szlaków i powłóczyć się trochę bocznymi uliczkami. Jest to chyba najlepsza opcja na zwiedzanie starej części miasta. My byliśmy zachwyceni, chociaż do końca nie wiedzieliśmy gdzie idziemy:)
Dobrym pomysłem jest wyjście za mury miejskie i spacer po marinie. Jest to dobry pomysł z kilku powodów. Przede wszystkim możemy podziwiać wspaniałe jachty, które czasami wyglądają jak milion dolarów. Po drugie wieje od morza i jest przyjemna bryza, a po trzecie znajdują się tam stare wiatraki oraz Fort Świętego Mikołaja, które na tle niebieskiej wody są wprost idealne do zrobienia pięknych zdjęć 🙂 Pamiętajcie, że może tam naprawdę mocno wiać, więc upewnijcie się, że czapki Wasze i dzieciaków nie odlecą.
Jedną z głównych atrakcji Rodos jest pałac „Palace of the Grand Master of the Knights of Rhodes”, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Szliśmy do niego od strony mariny i już wtedy dość wyraźnie dominował w panoramie tej części miasta. Za nim jednak do niego dotarliśmy to trochę pobłądziliśmy, bo szliśmy fosą, z której nie mogliśmy znaleźć wyjścia. W końcu po kilkudziesięciu minutach udało nam się z niej wyjść i wrócić na stare miasto.
Wstęp do pałacu kosztował mnie 8 euro (dzieci nie płaciły), a jego zwiedzanie zajęło nam 40 min. W środku do oglądania były przede wszystkim różnego rodzaju komnaty. Bardzo ciekawa była architektura całego pałacu, która mocno odbiegała od tego, co znamy na naszym podwórku. Generalnie ja i dziewczynki byliśmy zadowoleni, że mogliśmy zwiedzić to miejsce. Jednak jeśli ktoś szuka spektakularnych wystaw i eksponatów to powinien sobie odpuścić zwiedzanie, co nie oznacza, że nic tam nie było.
Podsumowując, Rodos to miasto, które spokojnie zwiedzimy w jeden dzień. Jego stara cześć jest wpisana na listę UNESCO, ale w pierwszej chwili tego nie widać. Jednak im dłużej się tam przebywa tym bardziej docenia się jego zabudowę, zabytki i urok.

Miasto Rodos
Miasto Rodos
Podsumowanie

Koszty:
– bilety lotnicze: 1 454 zł (Lot),
– noclegi: 2 032 zł/7 dni,
– ubezpieczenie: 150 zł,
– samochód: 258 euro/7 dni,
– benzyna: 30 euro
Bilety wstępu:
– akropol (Lindos): 12 euro (dzieci za darmo),
– Dolina Motyli: 5 euro (dzieci za darmo),
– pałac w Rodos: 8 euro (dzieci za darmo),
Jedzenie:
– musaka: od 7-12 euro,
– sałatka grecka: od 5-7 euro,
– piwo na plaży: od 2,5-3 euro,
– zestaw w Rodos (Kebab + duże piwo): 5,5 euro,

Wyjazd był udany. Przez to, że spędzaliśmy nasze wakacje w dobie pandemii to pewnie mamy trochę inne spojrzenie na wyspę niż Ci, którzy odwiedzili Rodos w normalnym okresie. Przede wszystkim nigdzie nie było tłoków, nawet w miejscach bardzo turystycznych dało się spokojnie zwiedzać. Plaże były prawie puste, w tym sensie, że w czasach przed covidowych były zawsze zatłoczone (tak mówili nam miejscowi). Ceny z kolei były wyższe, co też wiązało się z mniejszym ruchem turystycznym, ale obsługa za to „do rany przyłóż”. Generalnie obiad, czy kolacja dla 5 osób to wydatek ok. 40 euro. Porcje były naprawdę solidne.
Muszę cofnąć moje zdanie o wyspach greckich i stwierdzić, że nie są one nudne, a tym bardziej nie tylko dla emerytów. Powiem więcej, wydaje mi się, że są wprost idealne na wakacje z dziećmi na własną rękę. Polecam!

Przydatne linki

Lotnisko na Rodos – https://www.rho-airport.gr/en/
Wypożyczalnia samochodów – http://www.rentacar-rhodes.com
Akropol w Lindos – http://odysseus.culture.gr/h/3/eh355.jsp?obj_id=2383
Dolina Motyli – https://valleyofbutterflies.com/
Pałac w Rodos – http://www.rhodes.gr/en/ipolimas/touristikosodigos/sites/mouseia/

Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.