Z plecakiem

Barcelona – samochodem z Santiago do Wrocławia!

Pewnego razu stwierdziliśmy, że przejedziemy pół Europy samochodem z naszą 9-cio miesięczną córką. Dodatkowo żeby nie było łatwo, to postanowiliśmy razem przejść ponad 100 km odcinek szlaku pielgrzyma do Santiago de Compostela (osobny post ze szlaku znajdziecie TUTAJ). Została jednak jeszcze droga powrotna, czyli kolejne 2700 km w samochodzie. Tym razem podróż z Lugo do Wrocławia nie trwała trzech dni, a trochę dłużej.

Trasa wyglądała tak:
Santiago de Compostela –> Saragossa –> Barcelona –> Zürich –> Wrocław

Saragossa

Z Lugo do Saragossy wyjechaliśmy ok. 15.00, a trasa była długa (ok. 700 km) i męcząca; w hostelu zameldowaliśmy się o 23.00. Większość drogi zrobiliśmy niestety po zmroku, ale to co oglądaliśmy za widoku bardzo nam się podobało. Krajobraz zmieniał się jak w kalejdoskopie, od zupełnie płaskich terenów po góry.
Kluczem do wybrania hostelu była bliskość centrum i możliwość zaparkowania samochodu bez zbędnych kosztów. Udało się połowicznie, ponieważ spaliśmy w samym centrum, no ale ze względu na obowiązującą strefę, trzeba było opłacić parking. Następnego dnia, po śniadaniu, przeparkowałem auto i było już bez kosztowo. Bezpłatny parking „Parking Macanaz” znajdziecie po drugiej stronie rzeki Ebro. Aha, spaliśmy w tym miejscu – Albergue Zaragoza Hostel. Naprawdę, miejsce godne polecenia!
Na zwiedzanie daliśmy sobie ok. 2h ze względu na to, że jeszcze tego samego dnia chcieliśmy zameldować się w Barcelonie. Nie mieliśmy żadnego planu zwiedzania. Byliśmy w samym centrum i stwierdziliśmy, że się trochę po nim pokręcimy. To, co zostało nam w pamięci to przede wszystkim: ogromna barokowa Basílica de Nuestra Señora del Pilar wraz z jej najbliższym sąsiedztwem, następnie ruiny amfiteatru rzymskiego oraz pozostałości murów rzymskich, a także kamienny most Puente de Piedra. Tak na marginesie, to jest on idealny do robienia epickich zdjęć na tle starego miasta. Szkoda, że czas gonił i nie udało się zobaczyć więcej, bo miasto moim zdaniem ma potencjał na dłuższy pobyt. Po tym krótkim zwiedzaniu wyruszyliśmy w stronę Barcelony.

Bazylika Nuestra Señora del Pilar – Saragossa
Barcelona

Tego dnia jechało się zdecydowanie krócej niż dzień wcześniej. Droga do Barcelony liczyła ok. 312 km. Do hostelu, który wybraliśmy rano, będąc jeszcze w Saragossie dotarliśmy ok. 17.00. Mimo, że nie było to w ogóle centrum, ani jego pobliże (okolice Camp Nou), to chyba 45 min szukałem miejsca do zaparkowania. Na miejscu okazało się, że jest problem i to spory. Otóż jak nam wyjaśnił chłopak z recepcji, prawo Katalonii zabrania spania dzieciom (chyba poniżej 2 lat) w salach wieloosobowych i z tej przyczyny musimy wziąć dwójkę, która to miała nas wynieść 80 euro za noc! Masakra, tym bardziej, że chcieliśmy spędzić w Barcelonie kilka dni. Zrezygnowaliśmy, ale nie poprawiło to naszej sytuacji, dzień powoli się kończył, a my z niemowlakiem na rękach nie mieliśmy noclegu. Wspomniany chłopak, udostępnił nam komputer i pozwolił szukać noclegu. Po dość nerwowej godzinie, udało nam się znaleźć miejsce u Salezjanów. Okazało się, że to petarda – Residència Salesiana Martí-Codolar. Nie pamiętam już cen, ale były one na tyle przyzwoite, że zostaliśmy tam trzy pełne dni. Za dodatkowe 10 euro można było wykupić posiłki, które były solidne :). Pokój mieliśmy prywatny z trzema łóżkami i własną łazienkę, a w cenie był jeszcze parking!

Plan zwiedzania:

  • La Rambla
  • Park Güell
  • Parc de la Ciutadella
  • Barri Gòtic
  • Sagrada Família
  • Montjuïc
W drodze do Barcelony
La Rambla, Plaża, Parc de la Ciutadella, Barri Gòtic

La Rambla,
Chyba najbardziej popularna ulica w mieście, a raczej połączeniu ulicy i deptaku. Piszą o niej w każdym przewodniku i naprawdę, ciężko na nią nie trafić będąc w Barcelonie. Co do jej uroku to zdania są podzielone (ja tam uważam, że są inne ładniejsze 🙂 Latem panuje na niej duży ruch, który generują tłumy turystów. W zasadzie jest to „świątynia” masowej turystyki, w której znajdziemy: sklepy z pamiątkami, występy ulicznych artystów, knajpki, a także kilka godnych zobaczenia miejsc. Przejście nią w sezonie z dziećmi na pewno spowoduje, że grubość naszego portfela się zmniejszy, bo naciągną nas na jakąś chińską pamiątkę.
My podczas naszego zwiedzania potraktowaliśmy La Ramble jako „łącznik” między ulicą Passeig de Gràcia, a pomnikiem Kolumba – przy nadbrzeżu. Na Passeig de Gràcia znajdują się dwa słynne budynki zaprojektowane przez Gaudiego: Casa Batlo i Casa Mila. Ze względu na ceny biletów i długie kolejki, nie zwiedzaliśmy tych kamienic. Mimo to, spacer był udany, bo ulica jest bardzo reprezentatywna ze szpalerami drzew po bokach i pięknymi budynkami. Bardzo dobrze prezentował się także plac kataloński (Plaça de Catalunya), od którego odchodzi wspomniana La Rambla i Passeig de Gràcia.

Informacja: W każde z ww. miejsc dojedziemy bez problemu metrem. Sieć metra jest bardzo dobrze rozwinięta i dociera do wszystkich turystycznych atrakcji.

Spacerując La Ramblą koniecznie trzeba odwiedzić słynny targ – Mercat de la Boqueria. Zazwyczaj jest on zatłoczony i wąski, więc raczej poruszanie się wózkiem odpada. Chusta, czy nosidło załatwia problem. Myślę, że może to być dość ciekawa atrakcja dla dzieci, bo mogą zobaczyć kolorowe stragany z warzywami, owocami, rybami, no i oczywiście zjeść pyszne lody. Dorosły za to, może spróbować różnych lokalnych przysmaków i napić się lokalnych trunków.

Barri Gòtic, Plaża
Okolice pomnika Kolumba, to doskonałe miejsce na odpoczynek na jednej z wielu ławek z widokiem na nabrzeże/morze. Tuż obok znajduje się piękna palmowa aleja, która wręcz zaprasza do spaceru. Po ok. 15 min możemy się znaleźć w dzielnicy Barri Gòtic. O jej uroku i klimacie rozpisują się wszystkie przewodniki, i faktycznie mają w tym temacie rację. Nie ma tu moim zdaniem zbyt wielu atrakcji dla dzieci. Przypomnę jednak, że my spacerowaliśmy z 9 miesięcznym dzieckiem, więc aż tak bardzo na tych atrakcjach nam jeszcze nie zależało. Szczególnie mocno polecam spacer po tej części miasta z samego rana, kiedy dzielnica budzi się do życia i turystów jest jak na lekarstwo (jeśli podróżujecie z dzieckiem, to raczej nie będzie problemem wstać skoro świt ;). Jest to o tyle dobry pomysł, że Barri Gòtic może stanowić przystanek w drodze na plażę, która jest nieopodal. Poza tym, z samego rana możemy zintegrować się z mieszkańcami, jedząc z nimi śniadanie w jednym z wielu barów z tapas.
Ok. 10 min od Barri Gòtic znajduje się plaża – Playa de la Barceloneta. Jest to typowa miejska plaża z bardzo dobrą infrastrukturą. Znajdziemy tu toalety, prysznice, place zabaw i place do ćwiczeń. Miejsce ma swój urok pomimo, że znajduje się w centrum miasta, otoczone budynkami i wieżowcami. Podobnie jak miejscowi rozłożyliśmy kocyk pod palmą na trawie i urządziliśmy sobie sjestę:)

Parc de la Ciutadella
Pozostając jeszcze w okolicy plaży oraz dzielnicy Barri Gòtic, warto udać się do Parku Cytadela – Parc de la Ciutadella. Jest to świetne miejsce na spacer z dziećmi oraz na popołudniową sjestę – podobnie jak plaża. Park powstał w miejscu dawnej cytadeli, oferuje nam dużo zieleni, palmy, trawniki, na których możemy rozłożyć koc oraz jeziorko z możliwością wynajęcia łódki. Dodatkowo w południowej części znajdziecie dość spore Zoo, a z kategorii architektury/polityki gmach parlamentu Katalonii.

Wszystkie wymienione powyżej atrakcje możemy spokojnie zaplanować na jeden dzień zwiedzania z dzieckiem. Praktycznie 10 min spaceru od każdej opisanej atrakcji jest stacja metra. Trasa w żaden sposób nie jest wymagająca technicznie i fizycznie, jest to raczej spokojny miejski spacer.

Plaża Barceloneta
Park Güell i Sagrada Família

Park Güell
W Barcelonie byłem dwa razy. Pierwszy raz w 2006 r. jeszcze bez dzieci i żony:), a drugi to opisywany właśnie pobyt w roku 2015. Za pierwszym razem cały Park Güell był dostępny za darmo. Kiedy byłem już z rodzinką, to okazało się, że płatne jest wejście na teren, gdzie znajduje się słynna ławka (niby najdłuższa na świecie). Aktualnie, zapłacimy już za wejście do samego parku (10 euro/os).
Tak jak wszędzie w tym mieście, tak i tu możemy dojechać metrem. Nie zupełnie pod sam park, ale dość blisko. Stacja Joanic, znajduje się ok. 1,3 km od głównej bramy. Jeśli chcemy dojechać pod samo wejście, to musimy wybrać autobus nr 116.
My postawiliśmy na spacer, ale bez wózka, bo trasa pod górkę. Chusta w tym przypadku zdała egzamin. Wydaje mi się, że o wiele trudniej byłoby dotrzeć tam wózkiem, ponieważ dość często było trzeba pokonywać schody. Podobnie wyglądało zwiedzanie samego parku, który powinien być pozycją obowiązkową na mapie każdego turysty. Nad zachwytem dzieła Gaudiego rozpisują się wszyscy, więc ja powiem tylko tyle, że wygląda jak bajkowy ogród. Spokojnie można w nim spędzić pół dnia. Oprócz niezwykłych form architektonicznych, pięknej roślinności, to mamy jeszcze zapierające dech w piersiach widoki na całą Barcelonę! Przy dobrej pogodzie sweet focie murowane. Podczas naszego zwiedzania natrafiliśmy jeszcze na miejscowych, ulicznych grajków, którzy tak nam się spodobali, że kupiliśmy ich płytę.
Co do infrastruktury pod kątem zwiedzania z dziećmi to jest ona pełna, ale trudno żeby było inaczej w jednej z wizytówek miasta.

Sagrada Família
Jeśli mało nam ruchu to śmiało możemy przespacerować się pod słynną Sagrade Familię. Dystans jest już większy, bo 2,5 km, ale za to jest z górki.
Niestety nie opiszę Wam jak wygląda zwiedzanie tego obiektu, bo po prostu nie mieliśmy na to ochoty i za bardzo nas to nie interesowało. Wystarczyło nam podziwianie, tego jeszcze niedokończonego kościoła z zewnątrz. Z różnych relacji znajomych, wiem, że raczej dobrze zrobiliśmy. Bilet jest dość kosztowny i ponoć niewarty swej ceny, no ale ja mogę się nie znać. Tuż obok świątyni jest niewielki park, gdzie możemy odpocząć po spacerze na jednej z ławek z widokiem na Sagradę. Oprócz tego możemy kupić różnego rodzaju dewocjonalia, a z ciekawostek dodam, że w pobliżu znajduje się polski sklep:)

Podsumowując, to te dwa punkty na mapie miasta spokojnie możemy zrobić w pół dnia. Trasa jest już bardziej męcząca, bo musimy iść pod górkę i pokonywać od czasu do czasu schody. Nie jest to bez znaczenia kiedy zwiedzamy z dziećmi. Chusta dla maluch będzie lepszym wyborem niż wózek.

Park Güell
Montjuïc

Montjuïc
Kolejna atrakcja z rodzaju tych spacerowych gdzie w gratisie dostajemy piękne widoki, a dodatkowo jest to atrakcja z olimpiadą w tle, ale od początku.
Montjuïc, to tak ogólnie mówiąc wzgórze z wieloma atrakcjami. Można się tu dostać na kilka sposobów. Jednym z nich jest wjazd kolejką linową albo tak jak my, można podjechać metrem na stację Plac Hiszpański (Plaça d’Espanya) – duże centrum komunikacyjne, a z tamtąd spacerkiem pod górkę. Nasza metoda ma kilka zalet, niestety nie jest nią pokonanie kilkudziesięciu schodów z wózkiem (tu nosidło również będzie lepszym wyborem). Niewątpliwie dużym plusem jest to, że wysiadamy u podnóża przepięknego Palacio Nacional, na szczyt, którego prowadzą wspomniane schody. Po drodze mijamy bardzo dużą i znaną z multimedialnych pokazów fontannę. Warto wspomnieć, że w tym miejscu występowali razem Freddie Mercury i Montserrat Caballe. Kiedy uda nam się już „wdrapać” po schodach możemy podziwiać kolejny niezwykły widok na Barcelonę.
Miłośnicy sportu mogą od tego momentu zacząć spacer śladami olimpiady, która odbyła się w Barcelonie w 1992r. Dla mnie był to nie tyle ważny, co ciekawy punkt naszego zwiedzania. Udało nam się np. wejść na trybuny stadionu olimpijskiego, który jak mi się zdaje cały czas jest otwarty. Oprócz stadionu są tu zlokalizowane inne obiekty sportowe, a także uniwersytet, ogród botaniczny i park.
Podobnie jak w innych opisanych przeze mnie częściach Barcelony, również i tu można spędzić na powolnym spacerze cały dzień. My z naszą córką oraz innymi mieszkańcami miasta ucięliśmy sobie w parku sjestę. Niewielkim problemem okazało się znalezienie miejsca do przebrania, ale na szczęście na stadionie wpuścili nas do środka, gdzie były toalety.
Małym bonusem na koniec dnia było podjechanie jeszcze pod stadion Camp Nou gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa FC Barcelona. Niestety moje Panie nie podzielały mojej radości. Starsza była zmęczona i nie mogła pojąć, co jest fajnego w oglądaniu stadionu i sklepu (tym bardziej, że raz już tu byłem i zwiedzałem cały stadion), a młodsza akurat postanowiła się zbuntować i nie chciała już tkwić chuście. No, ale nie ma zmiłuj i tak jak w opisie tego bloga, każdy podczas wycieczki musi mieć coś dla siebie:) Pod stadion oczywiście podjechaliśmy metrem plus krótki spacer.

Stadion olimpijski – Montjuïc
Podsumowanie

W Barcelonie spędziliśmy zaledwie trzy dni. Ktoś powie mało, i będzie miał rację. Kiedy byłem poprzednim razem, to zwiedzałem to niezwykłe miasto przeszło tydzień i też czułem niedosyt. My z naszym niemowlakiem, postawiliśmy na spokojne spacery w otoczeniu zieleni. Nie nastawialiśmy się na zwiedzanie muzeów, czy innych atrakcji. Budżet był już na wyczerpaniu – to jedno, a po drugie, najzwyczajniej w świecie nam się nie chciało.
Barcelona to miasto znane na całym świecie i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Będzie ono idealne dla rodzin z dziećmi w każdym wieku, nie ma co się obawiać zwiedzania z mały dzieckiem, czy wręcz z niemowlakiem. Infrastruktura jest pełna, a temperament południowców i ich otwartość na dzieci jest dużym wsparciem.
W drodze powrotnej do domu, na dwie noce wpadliśmy jeszcze do naszych znajomych w Szwajcarii, a dokładnie do Zurichu. Było już dość chłodno, a my od przeszło dwóch tygodni byliśmy w ciągłym ruchu, więc bardziej niż na zwiedzaniu skupiliśmy się na pogaduchach z przyjaciółmi. Oczywiście Zurich jest piękny oraz do bólu czysty i taki… poukładany 🙂 Nie do końca są to nasze klimaty. Mnie najbardziej zaskoczyło jednak to, że wszystko jest tam płatne – nawet parking w IKEA 😉

Zobacz również:

Galeria

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.